WYLICZANKA
DROWNING BY NUMBERS
WYLICZANKA zaczyna się od liczenia gwiazd. Dziewczynka w krynolinie zdobionej srebrzystym gwiazdozbiorem skacze na skakance i poprzestaje na stu, bo – jak tłumaczy – po setce wszystkie gwiazdy są już takie same. Podobnie kończy się film: setką ukrytą wśród rekwizytów jako ostatnią liczbą w śmiertelnej wyliczance fabuły.
Wśród bogatej scenografii Greenaway maluje okrutny, ale piękny portret trzech pokoleń kobiet – trzech Cissie Colpitts, które jedna po drugiej uwalniają się od swoich zdradzających (albo zdradliwych), nijakich mężów. Ich wspólnikiem staje się zauroczony kobietami koroner Madgett, gotów tuszować kolejne zgony.
To opowieść o sile kobiecej wspólnoty, ale i studium różnych motywacji do zbrodni – od opanowanej zemsty, przez gorącą frustrację, po pełne żalu rozczarowanie – i opowieść o tym, co może się stać, kiedy kobieta ma już dość powtarzania, że ma dość. Greenaway znajduje humor w okrucieństwie: tabu wyciąga na wierzch, a świętości rozdeptuje jak Biblię, która służy za podpórkę pod buty jednej z kochanek męża najstarszej Cissie. W pokoju Madgetta wiszą Zabawy dziecięce Bruegela – i sam film jest jak bruegelowski obraz, w którym na każdym planie toczy się osobna, równie angażująca sekwencja. Kadry są przeładowane wizualnie – zabawkami, ceramiką, jedzeniem, liczbami – i audialnie, bo bohaterki potrafią prowadzić jednocześnie trzy rozmowy na różne tematy, a zza kadru nieustannie słyszymy syna koronera – Smuta (będącego, według samego Greenawaya, jego fikcyjnym autoportretem), który z powagą wykłada absurdalne reguły wymyślonych przez siebie gier.
A dla chętnych zabawa interaktywna – w kadrach ukryte są wszystkie liczby od 1 do 100.
Tekst: dr Adrianna Woroch
.png)
.png)
_01.jpg)
_04.jpg)
_05.jpg)
_06.jpg)