THE FALL OF SIR DOUGLAS WEATHERFORD
THE FALL OF SIR DOUGLAS WEATHERFORD
HARRY POTTER, OUTLANDER czy produkcje Marvela bardzo upodobały sobie szkocki pejzaż w roli tła realizowanych z rozmachem historii. W ten sposób zagwarantowały lokalnym społecznościom pielgrzymki rzeszy fanów, za którymi idą spore zyski, ale również komercjalizacja cudzej rzeczywistości. Nie inaczej jest w THE FALL OF SIR DOUGLAS WEATHERFORD, melancholijnej satyrze debiutującego reżysera Seána Dunna.
Szkocki filmowiec, doskonale rozeznany w narodowej mentalności, punktuje absurdy obsesyjnego fanostwa i krytycznie podchodzi do ekspansywnej branży filmowej, dla której kreowanie rzeczywistości jest istotniejsze niż świat realny.
Dunn nie zapomina przy tym o intymniejszym wymiarze, czyli portrecie Kennetha (Peter Mullan znany z TRAINSPOTTING i JESTEM JOE), dojrzałego samotnego człowieka, który nie potrafi odnaleźć się w czasach późnego kapitalizmu. Kenneth jest przewodnikiem turystycznym w małym miasteczku, który ma obsesję na punkcie Sir Douglasa Weatherforda – jego rzekomego przodka. Gdy jego mała ojczyzna zostaje najechana przez ekipę filmową produkcji fantasy, dziedzictwo miasta przestaje być ważne nawet dla lokalnej społeczności. Kenneth postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, aby przypomnieć rodakom ich historię.
W oczach Dunna bohater ma aurę miejscowego dziwaka, ale nigdy nie skręca w stronę karykatury. Z jednej strony z przymrużeniem oka obśmiewa jego snobizm i stawia znak równości między idealizowaniem celebrytów oraz figur historycznych, a jednocześnie sympatyzuje z człowiekiem pogrążonym w żałobie, trzymającym się kurczowo przeszłości i oddalającym się tym samym od rodziny. Dunn nie boi się eksperymentowania gatunkowego i obdarza Mullana ogromnym zaufaniem, co procentuje w postaci doskonałego popisu aktorskiego.
Tekst: Michał Sołtysek
.png)
.png)

