ŚMIEĆ
TRASH
Jeśli ktoś kiedykolwiek zastanawiał się, jak wyglądałoby połączenie filmów SLUMDOG. MILIONER Z ULICY (reż. Danny Boyle, 2008) i MIASTO BOGA (reż. Fernando Meirelles, 2002), ale według scenariusza Richarda Curtisa, tego od komedii romantycznych – na czele z TO WŁAŚNIE MIŁOŚĆ (2003) – to z pomocą i gotową odpowiedzią na tę zagwozdkę przychodzi Stephen Daldry.
Jego ŚMIEĆ (2014), którego tytuł jest co najmniej dwuznaczny (dotyczy bowiem nie tylko przedmiotów, ale i ludzi), to dzieło opowiadane z perspektywy młodzieży, lecz dotykające kwestii przynależących do świata dorosłych, spośród których na czoło wybija się wszechobecna korupcja. A wszystko to zamknięte w ramach kina spod znaku kryminału, thrillera i przygodówki.
Na ogromnym wysypisku leżącym na obrzeżach Rio de Janeiro czternastoletni Raphael (Rickson Tevez), jeden z tych wyrzuconych poza nawias społeczeństwa, zarabia na życie, przeszukując góry odpadów. Pewnego dnia znajduje portfel, a w nim kilka banknotów, jakieś dokumenty i zdjęcia, a także klucz do dworcowej skrytki oraz ciąg cyfr, który okazuje się elementem znacznie większej układanki. Kiedy po zgubę zgłasza się niestroniąca od brutalności policja, Raphael orientuje się, że sprawa jest poważna. Wraz z najlepszymi kumplami, czyli z Gardo (Eduardo Luís) i Rato (Gabriel Weinstein), chłopak przeczesuje brazylijskie fawele, by dowiedzieć się, o co w tym chodzi. Dzieciakom pomagają lokalny ksiądz (Martin Sheen) oraz wolontariuszka (Rooney Mara).
Daldry, wykorzystując gatunkową mieszankę, opowiada o nierównościach i przemocy, a równocześnie tworzy skąpaną w kolorach, ociekającą brudem i skupioną na ruchu baśń, w której metafory są proste i czytelne.
Tekst: Rafał Glapiak
.png)
.png)



