LIMBO
LIMBO
Czterech mężczyzn w ośrodku detencyjnym dla imigrantów oczekujących na rozpatrzenie wniosku o azyl. Najbliżej widzów jest Omar – młody, zdolny muzyk z Syrii, dla którego ud, tradycyjny instrument, jest na obczyźnie największym skarbem. Obok niego jest Farhad, afgański fan Freddiego Mercury’ego, do którego stara się upodobnić.
Dalej stoją młodziutki Abedi z Ghany i Nigeryjczyj Wasef. Wszyscy czterej pozostają w swoistym limbo – ośrodek ulokowany jest na kompletnym bezludziu w Szkocji, a pustka tego miejsca jeszcze silniej drenuje wystarczająco już odrętwiałą psychikę bohaterów.
Ben Sharrock składa swój film z obrazków życia. Fabuła jest tu szczątkowa, bo też w życiu Omara i reszty niewiele się dzieje. Na wpół surrealistyczne sytuacje oddają absurd sytuacji imigrantów: system pozbawia ich szansy na włączenie się w życie społeczeństwa, choć oficjalnie tego właśnie od nich oczekuje. LIMBO gra więc nastrojem, długimi ujęciami przestrzennego, surowego krajobrazu, oszczędnością.
W ten apatyczny świat wrzuca jednak i humor, który, paradoksalnie, podkreśla jeszcze smutek i dramat całości. To film ponury, lecz czuły. Choć bohaterowie tkwią w apatii, starają się wykrzesać z siebie iskrę życia. Twórcy zwracają im odebraną godność, sprawczość, indywidualność, człowieczeństwo. Formułując oskarżenie przeciw bezdusznej machinie państwa, obnażają okrucieństwo współczesnego świata.
Tekst: dr Karolina Kosińska
.png)
.png)


.jpg)
