HELLRAISER: WYSŁANNIK PIEKIEŁ
HELLRAISER
„Widziałem przyszłość horroru, a jej imię brzmi Clive Barker” – napisał o jego prozie Stephen King i to jedno zdanie zrobiło młodemu pisarzowi z Liverpoolu karierę.
Gdy jednak Barker zobaczył, co producenci zrobili z dwoma pierwszymi ekranizacjami jego scenariuszy, doszedł do prostego wniosku: następny film musi wyreżyserować sam. Tak powstał HELLRAISER.
Frank jest człowiekiem, którego znudziły już wszystkie dostępne przyjemności. Kupuje więc od handlarza osobliwości zdobioną łamigłówkę, o której mówi się, że otwiera drzwi do rozkoszy niedostępnych ludziom. Łamigłówka działa, ale po drugiej jej stronie czekają cenobici – istoty, dla których ból i przyjemność są dokładnie tym samym doznaniem.
Budżet HELLRAISERA nie przekroczył dziewięciuset tysięcy dolarów, zdjęcia powstały jesienią 1986 roku w Londynie, a amerykański producent narzucił warunek: akcja ma się rozgrywać w miejscu, które widz może wziąć za Amerykę. Brytyjskim aktorom wygłuszono więc w postprodukcji ich własne akcenty. Barker musiał też przycinać film do skutku, bo pierwsza wersja dostała w Stanach zaporową kategorię X przeznaczoną przede wszystkim dla filmów porno.
I choć HELLRAISER na stałe wpisał się w historię horroru lat osiemdziesiątych, a kolejne sequele (i kult wokół postaci Pinheada) ustawiły film Barkera obok serii takich jak PIĄTEK TRZYNASTEGO czy KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW, warto pamiętać, że HELLRAISER to przede wszystkim brudny i perwersyjny melodramat o pożądaniu, który nawet po trzydziestu latach od premiery sprawi, że będziecie patrzeć na ekran przez palce.
Tekst: dr Grzegorz Fortuna
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)